Featured Video

الأحد، 17 فبراير 2008

Fils, un mot qui a fait l'objet de bien des enjeux et des conflits, dont le reflet est l'histoire de ses définitions.

Dans un germe de pourriture, on peut voir bien des oracles.

Tu es limpide, tu meurs de foison, si l'on écoute le bruit.
Le courage, ça n'en donne, c'est trépidant.

Bonne nuit.

Fils, oublie que tu es un vilain, pense un peu aux pouces.
Ne pas perdre de vue les chevals de joie. Hihi.
Dans la faible envie d'une jeunesse interlope, c'est l'envie.

Rhum+Antibiotiques+Brau+Cancer, ça donne la guérison.

Fils, un mot qui a fait l'objet de bien des enjeux et des conflits, dont le reflet est l'histoire de ses définitions.

Dans un germe de pourriture, on peut voir bien des oracles.

Tu es limpide, tu meurs de foison, si l'on écoute le bruit.
Le courage, ça n'en donne, c'est trépidant.

Bonne nuit.

Fils, oublie que tu es un vilain, pense un peu aux pouces.
Ne pas perdre de vue les chevals de joie. Hihi.
Dans la faible envie d'une jeunesse interlope, c'est l'envie.

Rhum+Antibiotiques+Brau+Cancer, ça donne la guérison.

الثلاثاء، 12 فبراير 2008


- Dans une éloge funèbre, on doit dire que Fils était bon, ça c'est sûr.
On peut pas se permettre de baver sur sa gueule, il est mort.
- Oui, et alors, c'est le lot quotidien d'un enfant!
- Et tu baves sur les enfants?
- Si je ne te revois pas avant Pâââques...

Jeannie fit une courte pause, s'autorisant sans volonté.

- Je te souhaite de bonnes fêtes. Point.

Fils était, bon, une erreur de la nature, j'avoue.
Amphétamines 24/24, cure de kéta et de Prozac tous les week-ends,
c'était devenu un buvard stérile, juste une petite trace, rien qu'à gober.
Une crouille sans nom, un philippin, on est d'accord?

Mais Fils permet une chose dans le récit, assez extraordinaire,
dans un lieu de méditation de choix, pousse la porte du camion jovial,
puisqu'on ne peut la citer que dans un état avancé et tous les millénaires.

Il réssuscite, le salaud. Revenu de son camtar (en attendant les cieux)
et tout ça pour nos sales gueules de chrétiens athées à putes et à pinard.

- Ah putain, une clope, il me faut une clope, expire Jeannie.
- Chique du foin, c'est la vendange, crie Mamy, par excès de calamar.

Près de la conclusion d'un atroce vigneroy assidu clotarant.
Mais quand donne-t'on à l'enfant son affligeante crépinette?

Fils est de retour (un perso de moins en moins), c'est hallelujah, on dit tous.


- Dans une éloge funèbre, on doit dire que Fils était bon, ça c'est sûr.
On peut pas se permettre de baver sur sa gueule, il est mort.
- Oui, et alors, c'est le lot quotidien d'un enfant!
- Et tu baves sur les enfants?
- Si je ne te revois pas avant Pâââques...

Jeannie fit une courte pause, s'autorisant sans volonté.

- Je te souhaite de bonnes fêtes. Point.

Fils était, bon, une erreur de la nature, j'avoue.
Amphétamines 24/24, cure de kéta et de Prozac tous les week-ends,
c'était devenu un buvard stérile, juste une petite trace, rien qu'à gober.
Une crouille sans nom, un philippin, on est d'accord?

Mais Fils permet une chose dans le récit, assez extraordinaire,
dans un lieu de méditation de choix, pousse la porte du camion jovial,
puisqu'on ne peut la citer que dans un état avancé et tous les millénaires.

Il réssuscite, le salaud. Revenu de son camtar (en attendant les cieux)
et tout ça pour nos sales gueules de chrétiens athées à putes et à pinard.

- Ah putain, une clope, il me faut une clope, expire Jeannie.
- Chique du foin, c'est la vendange, crie Mamy, par excès de calamar.

Près de la conclusion d'un atroce vigneroy assidu clotarant.
Mais quand donne-t'on à l'enfant son affligeante crépinette?

Fils est de retour (un perso de moins en moins), c'est hallelujah, on dit tous.

الاثنين، 11 فبراير 2008

...śpij słodko...



...no i dawno mnie nie było...jakoś brak weny a może czasu...dzisiaj wróciłem bo ten dzień to chyba zapamiętam do końca swoich dni...
...dzień jest hmmm...szczególny nawet bardzo...dziś pożegnałem Mojego Przyjaciela...od 10 lat potrafił mnie wkurzyć...potrafił mnie rozweselić...potrafił coś jeszcze...potrafił BYĆ...
...może to głupie...pisać tak o Przyjacielu który był psem...jeśli tak to przepraszam za głupotę...
...Kruczek bo tak się wabił mój piesio przeszedł ciężką drogę...ostatnie dni były dla Niego okropną męką...pozostawiony na pastwę losu...samotny...szukałem go...a on spokojnie czekał...wreszcie wczoraj odnalazłem go...przerażony...zziębnięty...bezbronny...taki widok zastałem...myślałem, że już jest martwy...jednak na moje słowa "Kruczek chodź idziemy do domu" on otworzył oczka...patrzył na mnie...i chciał do mnie iść...nie dał rady...zmażdzona miednica wraz z tylnymi łapkami skutecznie go powstrzymywały...pomogłem mu...zawinąłem go w kurtke i biegiem zaniosłem do domu...tam było lepiej...spokojniej...cieplej...ciszej...
...mleczko smakowało mu jak za dawnych lat...

...heh pamiętasz jak zawsze sępiłeś ode mnie mleko rano jak sobie przyrządzałem śniadanie...heh...teraz bym Ci oddał mleko litrami...bylebym mógł znowu Cie przytulić...pobawić się Twoimi uszkami kochanymi...pomyziać Cię po brzuszku...tak to lubiłeś...a teraz nie mogę...pustka w domu...cisza...

...zasnąłeś...wierze, że w Twoim serduszku zapisałem się jako ten dobry...mogliśmy walczyć...wczoraj jeszcze Ci powtarzałem, że damy rade...ale chyba sam w to nie wierzyłeś...dla wielu baa dla każdego byłeś zwykłym kundlem...dla mnie pewnie też...ale pamiętasz były moment w których ja z Tobą rozmawiałem...żaliłem się...moje łzy kapały na Twój nosek...Twoje smutne oczka też mi mówiły wiele...i nie trzeba do tego słów...miałeś serce...kochałem Cie najmocniej...byłeś ostatnią pamiątką po Tacie...mam zdjęcia ale to nie to...nic mi po nich...Ty byłeś żywym dowodem...pamiętam do dziś...jak przyniósł Cię tato na rękach...byłeś taki mały...od razu stałeś się moim Kruczusiem...a nie kundlem...przeszliśmy wiele...dzisiaj zamknęliśmy ostatni etap walki...heh nie zostałem sam...

...pamiętasz ostatnie chwile...kiedy pan doktor poszedł po zastrzyk...Ty wiedziałeś już wszystko...ja nie wiedziałerm co robić...czy odwołać to...pamiętasz...powiedziałem, że Cie kocham i co ja teraz zrobie sam...w Twoich oczach wyczytałem jedno... "Masz Ją"...wiem o kim mówiłeś...bo tak samo tęskniłeś za Nią jak ja...pocałowałem Cię w nosek na koniec...i powiedziałem, że będzie dobrze...wyszedłem do kuchni...usłyszałem Twój pisk...nie było już niczego...pan doktor powiedział, że za pare minut te ruchy przejdą...ja nie mogłem nic mówić...płakałem jak dziecko...tak ja...facet 22 letni...ryczy jak dziecko bo zdechł mu pies...

...nie to nie tak Byku heh (tak też do Ciebie mówiłem)...ja płakałem...bo czułem jakby mój Tato umierał drugi raz...mój Tato...mój Brat...mój Przyjaciel...

...teraz śpij...mi pozostanie wyglądanie przez okno w stronę miejsca gdzie dzisiaj Cie zakopałem...heh rozkopałem Dziadziowi ogród ale co tam...chce patrzeć tam gdy mi będzie smutno i źle...tak jak dzisiaj...

...żegnam Cie tutaj...w Moim Pamiętniku...wierze, że te słowa czytasz...rozumiesz...cząstka mnie umarła z Tobą...ale mam Ją...sam powiedziałeś...dlatego damy rade :) ...


...żegnaj Przyjacielu...
...Cinek...

...śpij słodko...



...no i dawno mnie nie było...jakoś brak weny a może czasu...dzisiaj wróciłem bo ten dzień to chyba zapamiętam do końca swoich dni...
...dzień jest hmmm...szczególny nawet bardzo...dziś pożegnałem Mojego Przyjaciela...od 10 lat potrafił mnie wkurzyć...potrafił mnie rozweselić...potrafił coś jeszcze...potrafił BYĆ...
...może to głupie...pisać tak o Przyjacielu który był psem...jeśli tak to przepraszam za głupotę...
...Kruczek bo tak się wabił mój piesio przeszedł ciężką drogę...ostatnie dni były dla Niego okropną męką...pozostawiony na pastwę losu...samotny...szukałem go...a on spokojnie czekał...wreszcie wczoraj odnalazłem go...przerażony...zziębnięty...bezbronny...taki widok zastałem...myślałem, że już jest martwy...jednak na moje słowa "Kruczek chodź idziemy do domu" on otworzył oczka...patrzył na mnie...i chciał do mnie iść...nie dał rady...zmażdzona miednica wraz z tylnymi łapkami skutecznie go powstrzymywały...pomogłem mu...zawinąłem go w kurtke i biegiem zaniosłem do domu...tam było lepiej...spokojniej...cieplej...ciszej...
...mleczko smakowało mu jak za dawnych lat...

...heh pamiętasz jak zawsze sępiłeś ode mnie mleko rano jak sobie przyrządzałem śniadanie...heh...teraz bym Ci oddał mleko litrami...bylebym mógł znowu Cie przytulić...pobawić się Twoimi uszkami kochanymi...pomyziać Cię po brzuszku...tak to lubiłeś...a teraz nie mogę...pustka w domu...cisza...

...zasnąłeś...wierze, że w Twoim serduszku zapisałem się jako ten dobry...mogliśmy walczyć...wczoraj jeszcze Ci powtarzałem, że damy rade...ale chyba sam w to nie wierzyłeś...dla wielu baa dla każdego byłeś zwykłym kundlem...dla mnie pewnie też...ale pamiętasz były moment w których ja z Tobą rozmawiałem...żaliłem się...moje łzy kapały na Twój nosek...Twoje smutne oczka też mi mówiły wiele...i nie trzeba do tego słów...miałeś serce...kochałem Cie najmocniej...byłeś ostatnią pamiątką po Tacie...mam zdjęcia ale to nie to...nic mi po nich...Ty byłeś żywym dowodem...pamiętam do dziś...jak przyniósł Cię tato na rękach...byłeś taki mały...od razu stałeś się moim Kruczusiem...a nie kundlem...przeszliśmy wiele...dzisiaj zamknęliśmy ostatni etap walki...heh nie zostałem sam...

...pamiętasz ostatnie chwile...kiedy pan doktor poszedł po zastrzyk...Ty wiedziałeś już wszystko...ja nie wiedziałerm co robić...czy odwołać to...pamiętasz...powiedziałem, że Cie kocham i co ja teraz zrobie sam...w Twoich oczach wyczytałem jedno... "Masz Ją"...wiem o kim mówiłeś...bo tak samo tęskniłeś za Nią jak ja...pocałowałem Cię w nosek na koniec...i powiedziałem, że będzie dobrze...wyszedłem do kuchni...usłyszałem Twój pisk...nie było już niczego...pan doktor powiedział, że za pare minut te ruchy przejdą...ja nie mogłem nic mówić...płakałem jak dziecko...tak ja...facet 22 letni...ryczy jak dziecko bo zdechł mu pies...

...nie to nie tak Byku heh (tak też do Ciebie mówiłem)...ja płakałem...bo czułem jakby mój Tato umierał drugi raz...mój Tato...mój Brat...mój Przyjaciel...

...teraz śpij...mi pozostanie wyglądanie przez okno w stronę miejsca gdzie dzisiaj Cie zakopałem...heh rozkopałem Dziadziowi ogród ale co tam...chce patrzeć tam gdy mi będzie smutno i źle...tak jak dzisiaj...

...żegnam Cie tutaj...w Moim Pamiętniku...wierze, że te słowa czytasz...rozumiesz...cząstka mnie umarła z Tobą...ale mam Ją...sam powiedziałeś...dlatego damy rade :) ...


...żegnaj Przyjacielu...
...Cinek...

REVUE DE TROUPE RAPIDE,
et INTEGRATION DE NOUVELLES ESPECES
inhérentes à la suite de l'exercice
qui rique de s'avérer délicate.

Toi. Tu peux commencer.
- Fils. Je suis mort récemment. Une résurrection est à prévoir sous peu.
- Bien c'est noté. Au suivant.

- Michel, oui Michel, Michel de joie, Michel, imprévisible Michel.
- J'aquiesce. Je suis de ton côté, Michel, et tu le sais.

- Clovis, je dors et me tripote.
- Trouve autre chose, c'est d'un banal.
- Clovis, je suis une chiennasse?
- Parfait, ils vont adorer.

- Les Morbacks de Jeannie, nous risquons de devenir un personnage récurrent.
- Hein? D'où?
- Nous allons prendre le contrôle du monde.
- MATRICULE! BORDEL DE MERDE! LE MATRICULE!
- Les Morbacks de Jeannie, nous allons prendre le contrôle du monde.
- Très bien, c'est évident, mais je n'aimais pas la mise en forme.

Et toi, qui est tu?
- Le Cramtar. Lieu de méditation. Parallèle biblique éventuel.
- Putain, mais on est où là. Excellent, excellent l'idée du parallèle biblique!
- Le Cramtar, puis-je suggérer une relation entre Fils et notre Seigneur?
- Heu... Va te faire foutre sale hippie! Répète : Le Cramtar. Sans plomb 98.
- Le Cramtar. Sans Plomb 98. Lieu de méditation.

- Mamy, je parle dans l'obscurité silencieuse.
- Tu es la meilleure. Humble et courtoise. De loin ma préférée.

Et toi là-bas, dans ton four banal?
- Le Poisson noir. Il redeviendra peut-être blanc si on lui donne son haschisch.
- Très bien. Tu es très bon. Bonnes vibrations. Dommage. Allez, à toi!

- Fifoux. Je... Je vais crever.
- Ne t'inquiètes pas, ce n'est qu'une expression, tu auras tout ce que tu voudras.
- Fifoux. Haschisch, pines et soda.
- Va crever! Et répète!
- Fifoux. Vais crever.


Et spécialement prélevés dans leur milieu naturel, les voici.

Qui es-tu, toi, l'étranger?
- L'Homme Nouveau. Anti-héros suintant. Pique la baleine. Convaincu.
- De?
- L'Homme Nouveau, de piquer la baleine.
- ENCORE UNE FOIS! UNE SEULE FOIS! ET C'EST FINI!
- L'Homme Nouveau. Pique la baleine, joli baleinier.
- Voila. Tu dois te mettre en valeur.

- Zanov. AA.
- Quoi? Un putain d'androïde dans mes personnages!
- Zanov. AA. Popo. Jambon.
- Oh... Un alcoolique anonyme! Quel merveille...
Parfait, tu partagera ta chambre et ta vérole avec Jeannie.
- Zanov. Popo. Héhé.
- C'est bien, mais tu m'as l'air pateux. J'le sens mal en fait.
- Zanov. Héhé. AA.
- Ta gueule, c'est pas que t'es limité niveau conversation et sociabilité,
mais ta gueule. TA GUEULE! AH, TA GUEULE PUTAIN!

Celui-là m'a énervé, on verra plus tard pour les autres.

REVUE DE TROUPE RAPIDE,
et INTEGRATION DE NOUVELLES ESPECES
inhérentes à la suite de l'exercice
qui rique de s'avérer délicate.

Toi. Tu peux commencer.
- Fils. Je suis mort récemment. Une résurrection est à prévoir sous peu.
- Bien c'est noté. Au suivant.

- Michel, oui Michel, Michel de joie, Michel, imprévisible Michel.
- J'aquiesce. Je suis de ton côté, Michel, et tu le sais.

- Clovis, je dors et me tripote.
- Trouve autre chose, c'est d'un banal.
- Clovis, je suis une chiennasse?
- Parfait, ils vont adorer.

- Les Morbacks de Jeannie, nous risquons de devenir un personnage récurrent.
- Hein? D'où?
- Nous allons prendre le contrôle du monde.
- MATRICULE! BORDEL DE MERDE! LE MATRICULE!
- Les Morbacks de Jeannie, nous allons prendre le contrôle du monde.
- Très bien, c'est évident, mais je n'aimais pas la mise en forme.

Et toi, qui est tu?
- Le Cramtar. Lieu de méditation. Parallèle biblique éventuel.
- Putain, mais on est où là. Excellent, excellent l'idée du parallèle biblique!
- Le Cramtar, puis-je suggérer une relation entre Fils et notre Seigneur?
- Heu... Va te faire foutre sale hippie! Répète : Le Cramtar. Sans plomb 98.
- Le Cramtar. Sans Plomb 98. Lieu de méditation.

- Mamy, je parle dans l'obscurité silencieuse.
- Tu es la meilleure. Humble et courtoise. De loin ma préférée.

Et toi là-bas, dans ton four banal?
- Le Poisson noir. Il redeviendra peut-être blanc si on lui donne son haschisch.
- Très bien. Tu es très bon. Bonnes vibrations. Dommage. Allez, à toi!

- Fifoux. Je... Je vais crever.
- Ne t'inquiètes pas, ce n'est qu'une expression, tu auras tout ce que tu voudras.
- Fifoux. Haschisch, pines et soda.
- Va crever! Et répète!
- Fifoux. Vais crever.


Et spécialement prélevés dans leur milieu naturel, les voici.

Qui es-tu, toi, l'étranger?
- L'Homme Nouveau. Anti-héros suintant. Pique la baleine. Convaincu.
- De?
- L'Homme Nouveau, de piquer la baleine.
- ENCORE UNE FOIS! UNE SEULE FOIS! ET C'EST FINI!
- L'Homme Nouveau. Pique la baleine, joli baleinier.
- Voila. Tu dois te mettre en valeur.

- Zanov. AA.
- Quoi? Un putain d'androïde dans mes personnages!
- Zanov. AA. Popo. Jambon.
- Oh... Un alcoolique anonyme! Quel merveille...
Parfait, tu partagera ta chambre et ta vérole avec Jeannie.
- Zanov. Popo. Héhé.
- C'est bien, mais tu m'as l'air pateux. J'le sens mal en fait.
- Zanov. Héhé. AA.
- Ta gueule, c'est pas que t'es limité niveau conversation et sociabilité,
mais ta gueule. TA GUEULE! AH, TA GUEULE PUTAIN!

Celui-là m'a énervé, on verra plus tard pour les autres.

الثلاثاء، 5 فبراير 2008

Et toi Fils, que faisais-tu le lundi 4 février 2008, à 22h14?

Le risque était en fait de décevoir en se suffisant.
Si tu te prenais pour un vulgaire Ramzy patraque -Dieu-
sans connaitre les remontrances encourues,
tu n'as que ce que tu mérites.

Oeil pour oeil, dent pour dent, et ça marche surtout pour toi-même.

En essayant d'être audible et surtout très clair,
tout aurait été beaucoup plus simple.
J'entoure le mot simple.
Mille fois.

Tu ne sais plus ce que tu dis.
Tu perds pied dans ton prop trip, dans ta propre expérience.
- On verra après.
Tu te l'es souvent dit?
- Tous mes idéaux, derrière la gueule.
Pourquoi tu continues?

Il y a [peur],
puis [peur/dégoût],
puis [non en fait],
puis [dégoût/attente],
puis [bourré/dégoût],
je peux encore en rajouter plein.

Je vais lire. Et me perdre.

Et toi Fils, que faisais-tu le lundi 4 février 2008, à 22h14?

Le risque était en fait de décevoir en se suffisant.
Si tu te prenais pour un vulgaire Ramzy patraque -Dieu-
sans connaitre les remontrances encourues,
tu n'as que ce que tu mérites.

Oeil pour oeil, dent pour dent, et ça marche surtout pour toi-même.

En essayant d'être audible et surtout très clair,
tout aurait été beaucoup plus simple.
J'entoure le mot simple.
Mille fois.

Tu ne sais plus ce que tu dis.
Tu perds pied dans ton prop trip, dans ta propre expérience.
- On verra après.
Tu te l'es souvent dit?
- Tous mes idéaux, derrière la gueule.
Pourquoi tu continues?

Il y a [peur],
puis [peur/dégoût],
puis [non en fait],
puis [dégoût/attente],
puis [bourré/dégoût],
je peux encore en rajouter plein.

Je vais lire. Et me perdre.

Problème.
La conscience s'est souvent présentée à Michel ces derniers temps.

Rien ne peut être choisi par envie,
et surtout pas le rôle d'enfant ou d'animal mûr.
Tout ne peut être résolu par les chiffres,
et tenter de dominer ce genre de domaine phallocrate est un suicide.

Tu peux manger la terre brûlante, te dorer à la lune, sans prétentions.
C'est possible.
En fait, tout est possible, sans prétentions.

Qu'on puisse dire qu'ils sont malsains, j'y crois.
Qu'ils le soient vraiment, c'est non, leur conscience les trompent.

Ce qu'il nous faudrait, c'est une solution pour densifier le problème.
Quelque chose de complètement con, de tremblant, d'éphémère.
Là, l'instinct animal s'impose,
et c'est sans grandes illusions qu'on invoque le sensible.
Mais merde, je veux du dérisoire! Du sans vie! De l'artificiel.

- Maintenant, toi, le narrateur, tu peux dormir sur tes deux oreilles,
en pensant aux portugais qui viendront demain matin.
La route n'est pas si longue.

Blanchette, si naïve Blanchette.

Problème.
La conscience s'est souvent présentée à Michel ces derniers temps.

Rien ne peut être choisi par envie,
et surtout pas le rôle d'enfant ou d'animal mûr.
Tout ne peut être résolu par les chiffres,
et tenter de dominer ce genre de domaine phallocrate est un suicide.

Tu peux manger la terre brûlante, te dorer à la lune, sans prétentions.
C'est possible.
En fait, tout est possible, sans prétentions.

Qu'on puisse dire qu'ils sont malsains, j'y crois.
Qu'ils le soient vraiment, c'est non, leur conscience les trompent.

Ce qu'il nous faudrait, c'est une solution pour densifier le problème.
Quelque chose de complètement con, de tremblant, d'éphémère.
Là, l'instinct animal s'impose,
et c'est sans grandes illusions qu'on invoque le sensible.
Mais merde, je veux du dérisoire! Du sans vie! De l'artificiel.

- Maintenant, toi, le narrateur, tu peux dormir sur tes deux oreilles,
en pensant aux portugais qui viendront demain matin.
La route n'est pas si longue.

Blanchette, si naïve Blanchette.

الأحد، 3 فبراير 2008

Alors il se peut qu'il existe vraiment.


Dans tous les cas, il n'en a pas assez dit,
et doit nous cacher quelquechose.

VEULE! VEULE! C'EST VEULE! C'EST COMPRIS?


Ouai, pleurnicher, ouai, mais c'est Fils qu'on adule.
Et Mamy. Et Jeannie passe la soirée dans l'abattoir.
Deux dimanches sur quatre, c'est pénitence.

- Tu le veux le pain? Toi, l'orphelin, tu le veux le pain?
- Oui, mais ce trou est ma famille.
- De Jeannie?
- J'en parle depuis tout à l'heure.

C'est la dent dure et sans doute armé d'un Loa loa filariasis
que Fils et Michel retardent dûment l'échéance.

Allez, on pleure tous.

- Ouin.
- Ouin.
- Ouin.
- C'est ouin.
- Allez Fils. Tu pleures maintenant.
- ...
- Tu dois.
- ...

Fils ne peut pas, il a connu trop d'émotions sous kétamine.

Alors il se peut qu'il existe vraiment.


Dans tous les cas, il n'en a pas assez dit,
et doit nous cacher quelquechose.

VEULE! VEULE! C'EST VEULE! C'EST COMPRIS?


Ouai, pleurnicher, ouai, mais c'est Fils qu'on adule.
Et Mamy. Et Jeannie passe la soirée dans l'abattoir.
Deux dimanches sur quatre, c'est pénitence.

- Tu le veux le pain? Toi, l'orphelin, tu le veux le pain?
- Oui, mais ce trou est ma famille.
- De Jeannie?
- J'en parle depuis tout à l'heure.

C'est la dent dure et sans doute armé d'un Loa loa filariasis
que Fils et Michel retardent dûment l'échéance.

Allez, on pleure tous.

- Ouin.
- Ouin.
- Ouin.
- C'est ouin.
- Allez Fils. Tu pleures maintenant.
- ...
- Tu dois.
- ...

Fils ne peut pas, il a connu trop d'émotions sous kétamine.

الجمعة، 1 فبراير 2008

Et à Cocksucks de dire, soyeusement :

"Je hais le spunksupper titty fucks contemporain.

Et il a rendu cuntlapps d'un chanteur de carne, c'est les balls vaseux du lendemain.
Cocksucks aile-longue du Pacifique ? Fingerfucks perlé ?

Les deep throats éthiques régulant l’expérimentation invasives sont nombreuses
mais pour survivre fistfucks un pot de yaourt,
il s'agit d'assrush considérablement. (on dit MLP pour "multi-gangbangs wad pulls").

Gamahuches et sex fights de domestication, donc backpropagation en fingers.

Dans le cas d'un apprentissage gangbangs défaillant à l'église afterburner catholique,
ou, mieux, dans le cadre d'un td avec le pape "long finger" Shenouda III,

Fils supercockboy s'y refuse mais c'est gigafannyfarmer de joie dès le matin."

Et à Cocksucks de dire, soyeusement :

"Je hais le spunksupper titty fucks contemporain.

Et il a rendu cuntlapps d'un chanteur de carne, c'est les balls vaseux du lendemain.
Cocksucks aile-longue du Pacifique ? Fingerfucks perlé ?

Les deep throats éthiques régulant l’expérimentation invasives sont nombreuses
mais pour survivre fistfucks un pot de yaourt,
il s'agit d'assrush considérablement. (on dit MLP pour "multi-gangbangs wad pulls").

Gamahuches et sex fights de domestication, donc backpropagation en fingers.

Dans le cas d'un apprentissage gangbangs défaillant à l'église afterburner catholique,
ou, mieux, dans le cadre d'un td avec le pape "long finger" Shenouda III,

Fils supercockboy s'y refuse mais c'est gigafannyfarmer de joie dès le matin."

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More